Pachniał wręcz grzesznie dobrze. To nie była woda kolońska. Może żel do ciała. Albo szampon. Cokolwiek to było, sprawiało, że ciekła mi ślinka. Na niego. On tymczasem wyciągnął do mnie rękę, prezentując przy tym spinkę do mankietu ze złota i onyksu i zegarek, który wyglądał na diabelnie kosztowny. Chwyciłam ją z urwanym oddechem. Gdy ścisnął moją dłoń mocniej, puls zaczął mi bić jeszcze szybciej. Jego dotyk był elektryzujący, wywołał dreszcz, który przebiegł w górę mojego ramienia, podnosząc włoski na karku. Przez chwilę się nie ruszał, marszcząc zuchwale zarysowane brwi.
- Nic ci nie jest?
Jego głos był kulturalny i aksamitny, lecz z chrypką, która sprawiła, że ścisnęło mnie w brzuchu. Przywodził na myśl seks. Nadzwyczajny seks. Pomyślałam, że mógłby doprowadzić mnie do orgazmu, tylko mówiąc wystarczająco długo. Wargi mi tak wyschły że musiałam je oblizać, nim odpowiedziałam.
- Nie, wszystko w porządku.
Podniósł się z oszczędną elegancją, pociągając mnie do góry. Cały czas patrzyliśmy sobie w oczy, gdyż nie mogłam oderwać od niego wzroku. Był młodszy niż początkowo myślałam. Na moje wyczucie jeszcze przed trzydziestką, ale z oczami które już wiele widziały. Patrzącymi twardo i bardzo bystro. Poczułam jak coś ciągnie mnie ku niemu, jakbym była obwiązana w pasie liną, którą on powoli, konsekwentnie przyciągał do siebie. Próbując wyrwać się z oszołomienia, wyswobodziłam się z jego uścisku. Nie był zwyczajnie przystojny, był... urzekający. Prezentował typ faceta sprawiającego, że kobieta pragnie rozerwać mu koszule i patrzeć, jak wraz z guzikami pryskają zahamowania. Patrzyłam na jego ugładzony, miejski, skandalicznie drogi garnitur i myślałam o brutalnym, pierwotnym, kotłującym prześcieradło rżnięciu.Przykucnął i podniósł mój identyfikator, który najwyraźniej musiałam upuścić, uwalniając mnie od tego prowokacyjnego wgapiania się. Mój mózg ze zgrzytem wrócił do trybu roboczego. Irytowało mnie, że zachowywałam się tak głupio, podczas gdy on był całkowicie opanowany. I dlaczego? Bo byłam olśniona, ot co. Niech to szlag. Spojrzał z góry na mnie i ta jego poza - niemal klęczącego przede mną - znów wytrąciła mnie z równowagi. Wstał nie spuszczając ze mnie wzroku.
- Jesteś pewna że dobrze się czujesz? Powinnaś usiąść na chwilę.
Twarz mi płonęła. No wprost cudownie jest zrobić z siebie kretynkę przed najbardziej pewnym siebie i urzekającym mężczyzną, jakiego w życiu spotkałam.
- Tylko straciłam równowagę. Na prawdę nic mi nie jest.
Odwracając wzrok, dostrzegłam kobietę, która miała niefortunną przygodę z torebkę. Skończyła dziękować życzliwemu ochroniarzowi, po czym podeszła do mnie, przepraszając gorąco za to że po części przyczyniła się do mojego małego wypadku. Zwróciłam się więc ku niej, wyciągając dłoń wypełnioną monetami, które zebrałam z podłogi, ale jej wzrok przywarł do bóstwa w garniturze i z miejsca o mnie zapomniała. Odczekałam chwilę i zniecierpliwiona po prostu wrzuciłam monety do jej otwartej torebki. Zaryzykowałam jeszcze jedno spojrzenie na tajemniczego nieznajomego i zauważyłem, że nadal mnie obserwował, choć brunetka obsypywała go podziękowaniami. Jego nie mnie. Cudownie.
Weszłam jej w słowo:
- Mogę prosić o mój identyfikator?
Wyciągną kartę w moją stronę. Chociaż starałam się ująć ją tak, by uniknąć jego dotyku, musnął palcami moją dłoń, znów rozsyłając ten elektryzujący impuls świadomości po całym moim ciele.
- Dziękuje - wymamrotałam, po czym wyminęłam go i wypadłam na ulicę przez drzwi obrotowe. Przystanęłam na środku chodnika, wciągając w płuca powietrze Nowego Jorku, przepełnione milionem zapachów, czasem przyjemnych, czasem toksycznych. Przed budynkiem stał zaparkowany lśniący czarny bentley SUV. W przyciemnianych szybach samochodu zobaczyłam swoje odbicie. Byłam zaczerwieniona a moje szare oczy przesadnie lśniły, Widziałam już ten wyraz twarzy - w lustrze łazienki, tuż przed tym, gdy miałam iść do łóżka z facetem. To był mój standardowy wygląd jestem gotowa na pieprzenie, ale był to chyba najbardziej nieodpowiedni czas i najbardziej niestosowne miejsce, by spojrzenie to gościło na mojej twarzy.Jezu. Weź się w garść. Wystarczyło pięć minut z Panem mrocznym i niebezpiecznym, bym stała się roztrzęsiona i wyprana z energii. Ciągle czułam jego pociągającą siłę, nie wytłumaczalną potrzebę zawrócenia do budynku, do niego. Mogłabym wprawdzie wmawiać sobie, że zrobiłam tak, by dokończyć to, po co przybyłam do Payneblack, ale wiedziałam że będę to sobie później wyrzucać. W końcu ile razy jednego dnia można zrobić z siebie idiotkę?
- Starczy tego - warknęłam do siebie pod nosem. - Rusz się.
Rozległo się wściekłe trąbienie. Taksówka zajechała drogę innej, unikając zderzenia o parę centymetrów, po czy zahamowała ostro, gdy kilku pełnych brawur przechodniów wkroczyło na pasy sekundę przed zmianą świateł. Wybuchła awantura z wiązanką epitetów i pantomimą gestów, za którymi jednak nie kryła się autentyczna złość. Za kilka sekund wszystkie strony konfliktu powrócą do swoich spraw i zapomną o incydencie będącym tylko jedną z części naturalnego rytmu miasta. Kiedy wtopiłam się w potok ruchu ulicznego i ruszyłam w stronę siłowni, na wargach miałam lekki uśmiech. Ach Nowy Jork, pomyślałam, znów czując się pewniej. Jesteś nie do podrobienia.
Zamierzałam po rozgrzewce na bieżni powalczyć z godzinę na kilku sprzętach siłowych ale kiedy zobaczyłam że do zajęć szykuję się klasa kick boxingu dla początkujących podążyłam za uczestnikami do ich sali. Po skończonym treningu poczułam się bardziej sobą. Moje mięśnie drżały od odpowiedniej dawki wysiłku i wiedziałam że będę tej nosy twardo spać.
- Byłaś na prawdę dobra
Wytarłam ręcznikiem pot z czoła i zerknęłam na młodego mężczyznę, który mnie zagadnął. Był wysoki i atletycznie zbudowany, miał ogoloną głowę, łagodne piwne oczy i skórę w odcieniu kawy z mlekiem. Jego rzęsy, długie i gęste, mogły wzbudzać zazdrość.
- Dzięki - Moja twarz wykrzywiła się smutnym grymasie. - Na pierwszy rzut oka widać że jestem żółtodziobem, prawda?
Uśmiechnął sie i wyciągnął do mnie dłoń.
- Parker Smith.
- Sam Brown
- Masz niesamowitą gibkość Samanto. Gdybyś trochę poćwiczyła byłabyś niesamowita. W takim mieście jak Nowy Jork umiejętności samoobrony to konieczność.
Wskazał na tablicę ogłoszeń na ścianie, na której wisiała cała masa poprzypinanych pinezkami wizytówek i ulotek. Parker oderwał karteczkę z numerem telefonu z dołu odblaskowej ulotki i wręczył mi z uśmiechem.
- Słyszałaś kiedyś o krav madze?
- W filmie z Jennifer Lopez
- Jestem trenerem tej sztuki walki. I bardzo chciałbym cię uczyć. To moja strona internetowa i numer do sali treningowej.
Podziwiałam jego podejście. Bezpośrednie, szczere, jak jego spojrzenie i uśmiech. Zastanawiałam się czy nie chodzi mu o to żeby zaciągnąć mnie do łóżka, ale zachowywał się tak swobodnie że nie mogłam być pewna. Parker skrzyżował ręce na piersi, ukazując urzeźbione bicepsy. Miał na sobie podkoszulek bez rękawów i dłuższe szorty, a na nogach conversy. W wywinięciu koszulki widniały tatuaże, prawdopodobnie typowe dla dzielnicy, w której się wychował.
- Na stronie znajdziesz grafik zajęć. Wpadnij i sama oceń czy to coś dla ciebie.
- Jeszcze to sobie przemyślę.
- Liczę na to. - Parker ponownie uścisną moją dłoń mocno i pewnie. - Mam nadzieje że cię jeszcze zobaczę.
fajny rozdział:) czekam na nn
OdpowiedzUsuńdziękuje :) następnym będzie albo jutro albo po jutrze zależy jak będę miała czas żeby go wstawić... bo wiesz dużo nauki i trochę mało czasu
UsuńRozdział nawet ciekawy, trochę nudny ale i tak będę czytać bo wiem że akcja się rozkręci. A kiedy dodasz następny?
OdpowiedzUsuńprzysięgam że nie będzie taki nudny jak flaki z olejem :) a następny będzie jutro albo po jutrze :)
UsuńNapisz kolejny uwielbiam go
OdpowiedzUsuńnapisany już mam tylko muszę wstawić :) ale dziękuje za komentarze to na prawdę miłe czytać że komuś sie to podoba <3
UsuńŚwietny, świetny i jeszcze raz świetny <3 Masz niesamowity talent ! Dopiero 2 rozdziały ale już zdążyłam zakochać się w tym blogu. Czekam na następny ;3
OdpowiedzUsuńBoże dziękuje kochanie <33 następny będzie jutro albo po jutrze
UsuńŚwietny rozdział ! <3 Uwielbiam sposób w jaki opisujesz Liama. Ujmujesz wszystkie szczegóły, aż wydaje mi sie jeszcze bardziej przystojny niż przedtem *-* Naprawdę zazdroszczę Ci talentu !
OdpowiedzUsuńDziękuje skarbie za taki wspaniały komentarz :* Ale pisze to co chce żebyście sobie wyobrazili i to nie talent tylko po prostu moje hobby... <333
UsuńKolejny dodaj <3
OdpowiedzUsuńjuż jest ♥
UsuńTo jest naprawde genialne <3 Nie mogę się doczekać następnego !
OdpowiedzUsuńBoże aż ciepło na sercu jak czytam takie komentarze :)
Usuńkocham!kocham!kocham!!!!!!
OdpowiedzUsuńrozdział świetny tak jak ty
KOCHAM CIĘ !!!
kiedy następny rozdział ???
nie jestem świetna :) jestem idiotką xd ale dziękuje za miły komentarz :)
Usuń